Trzy lata mecenasów

by

Na sam początek należy stwierdzić – co jest oczywiste dla męczynasów, a co sprawdziłem przy okazji ekspertyzy dot. danych z FMS – iż tzw. Komisja ds. Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego jest instytucją fasadową i niesubstancjalną. Jest to bastard, powołany do życia tylko do jednej sprawy, a mianowicie papierowego przykrycia 10.04, gdyż po stwierdzeniu przez rudego niemożności zastosowania obowiązującej umowy międzyrządowej ds. badania wypadków lotnictwa państwowego z 1993 r. [która była jedyną właściwą ze względu na zakres miejscowy i przedmiotowy zdarzenia] – bo wtedy polscy prokuratorzy zebraliby natychmiast wszystkie dowody na miejscu, jak odkurzacz – trzeba było stworzyć jakikolwiek twór formalny, żeby chociaż mieć pozory jakiejkolwiek legalności dalszych działań pozorowanych.

Wobec powyższego stworzono bastarda, wzorowanego na prawdziwej i działającej Państwowej Komisji ds. Badania Wypadków Lotniczych [lotnictwa cywilnego], z której wzięto zasłużonego białoruskiego pastucha Klicha i innych debeściaków. KBWL istnieje i działa, ma przepisy krajowe – ustawy – i międzynarodowe – konwencje, w tym ICAO, orzecznictwo i sądy międzynarodowe. Bastard KBWLLP nie ma niczego, bo nie ma przepisów krajowych – prawidłowej ustawy powołującej tego potworka do życia i działających rozporządzeń, a co najważniejsze, nie ma przepisów międzynarodowych, żadnych umów i konwencji, które możnaby zastosować, żadnych organizacji, sądownictwa i orzecznictwa. Nie ma dosłownie nic. Dlatego działania białoruskiego pastucha i „Komisji Millera” są bezpieczne, bowiem nie pociągają absolutnie żadnych skutków prawnych – ani w kraju, ani za granicą, są całkowicie sterylne, bezskuteczne. Nie mogą być inne, bo cała ta KBWLLP to jest twór wirtualny, nie mający żadnego odniesienia do świata realnego, absolutnie żadnego. KBWLLP istnieje w całkowitej pustce faktycznej, z niczym w realnym świecie nie ma zaczepienia, wobec tego jej występy, „postępowania”, oświadczenia, pisma itp. przedstawienia dla motłochu należy traktować wyłącznie w kategoriach taniego teatru dla gawiedzi. Dla rządzących jest to wymarzony instrument propagandy, bowiem daje wygodny pokaz działań pozorowanych [my tu wicie rozumicie gorączkowo działamy i dajemy odpór, ale wraże siły nam nie pozwalają], które jednocześnie nie wiążą się praktycznie z żadną odpowiedzialnością, zarówno według prawa krajowego, jak i międzynarodowego. Cokolwiek taka marionetkowa „instytucja” nie zrobiłaby, jakiejkolwiek bzdury by nie uczyniła, nie będzie to miało żadnych, ale to absolutnie żadnych konsekwencji, bo składa się wyłącznie z fasady, bez żadnej zawartości. Dlatego jej występy można bezpiecznie kontynuować w nieskończoność. Może ona odkrywać trotyl, albo go nie odkrywać, mówić prawdę, bądź kłamać do woli, nikomu włos z głowy nie spadnie, bo wszyscy przecież działali w domniemaniu dobrej woli. Po latach dowiedzą się zdumieni, że komisja była bezprawna i bez sensu, że te wszystkie przedstawienia nie mogły mieć żadnych skutków, poza ogłupianiem milionów telewidzów, ale „któż to mógł wtedy wiedzieć?” Wszyscy byli w szoku, to było tak niespodziewane zdarzenie…

Według istniejącego i obowiązującego prawa jedyną konwencją, którą mogła zastosować marionetkowa KBWLLP, stworzona dla białoruskiego pastucha ad hoc, była – poza umową z 1993, która na gruncie prawa krajowego i międzynarodowego musiała być zastosowana, ale nie mogła – patrz wyżej – była tzw. Konwencja Chicagowska i tej możliwości białoruski pastuch Klich chwycił się jak tonący brzytwy, aby ratować pozory honoru. Kłopot drogi watsonie polega na tym, że na samym wstępie tejże, w preambule stoi napisane, że nie stosuje się jej do lotnictwa państwowego, czyli statków powietrznych należących do rządów [samoloty wojskowe, rządowe, służby ratownicze, policyjne, straż graniczna itp.], czyli wypisz wymaluj do zaistniałego przypadku. Jeśliby jakikolwiek leming miał mieć wątpliwości, to dumni twórcy bastarda napisali, do czego go utworzyli już w samym tytule [skoro Konwencja w preambule, to musi być już w tytule, to oczywiste przecież] – do „badania wypadków lotnictwa państwowego” – czyli nie wolno stosować konwencji chicagowskiej. Czy to Klichowi przeszkadzało? Bynajmniej, płótł androny całymi miesiącami. Androny plotły dziennikurewki, androny plotły „autorytety”, androny przyklepywały tęgie tuzy prawa administracyjnego i międzynarodowego i dzielni „adwokaci rodzin”. Wszyscy w wielkim skupieniu i z przystojącą rzeczy śmiertelną powagą.

Co mieli zatem zastosować? Odpowiem podsumowująco: cokolwiek – Alicję w krainie czarów [polecam, ostatnio przeczytałem ponownie dla odświeżenia], bo jest całkowicie w świetle powyższego bez znaczenia, nie rodzi żadnych realnych skutków, wszystko jest tu w sensie prawnym wirtualne. Niczego nie można podważyć i niczego nie można przez bastarda KBWLLP prawnie skutecznie osiągnąć. Na tym polega uroda bastarda. Jest całkowicie bezpłodny i można się nim bezpiecznie onanizować przez lata.

Powyższe jest całkowicie i jednoznacznie jasne dla każdego męczynasa, wartego swej gaży, a najętego do obsługi sprawy. Pozostawiam moralną ocenę ich zachowań w kontekście opisanego do osobistego rozważenia w swoim sumieniu. Co myśli o nich dziś Anna Walentynowicz?
Polska może zwracać się z prostestami do Alicji w Krainie Czarów, do Papieża, do ONZ, do parlamentu UE, co ostatnio w ramach promocji swojego objazdowego szamańskiego cyrku zrobił w końcu Macierewicz, do ADL, do kogokolwiek – z równym, przewidywalnym skutkiem.

Wynik zawsze będzie ZERO! – co wykazałem wyżej, a wiadomo było od trzech lat. Każda świnia, która dziś mami maluczkich jakimiś komisjami, odezwami itp, jest albo idiotą, albo zdrajcą, bo niniejsza analiza skutków działań Klicha i Tuska jest merytorycznie poprawna.

Jeszcze raz: sterylny wynik działań fasadowych komisji był przesądzony od samego początku. Jest wpisany w ich logikę powołania, zakres kompetencji i umocowanie prawne, którego de facto nie ma. Są puste w środku i nie mogą przynieść z tego powodu żadnego rezultatu, poza tandetnym przedstawieniem w telewizji.

Wyciągnijcie w końcu z tego wnioski. To wszystko było wiadome i przesądzone, pewne w sensie prawnym i niepodważalne, bo umocowane w konkretnych przepisach, TRZY LATA TEMU! Jak długo jeszcze będziecie przetrawiać oczywistości? Niech ktoś tu w końcu napisze oczywisty wniosek. Zapraszam. Nie jakieś ruskie Anodiny, agenci i inne pierdołki, ale co z powyższego wynika konkretnie w świetle działań szamana Macierewicza, wodza Kaczyńskiego, rudego pachoła Makreli i sierot Kurtyki oraz Wassermanówny? Jakie z tego wnioski. Wyciągnijcie tu – w Warszawie, na Okęciu, a nie w żadnej Moskwie czy Pernambuko. Napisałem czarno na białym, więc myślcie, zamiast liczyć mityczne trajektorie z jakimiś debilowatymi półinżynierami, do wtóru z jazgotem GWnianych ałtorytetów, oburzonych na brak równouprawnienia pedroniów.

Z. Markowski

{tekst powyższy można rozpowszechniać bez skrótów, bez ograniczeń}

Advertisements

komentarze 2 to “Trzy lata mecenasów”

  1. Lotto Says:

    Konwencja genewska? A nie chicagowska?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: