DEMONTAŻ FYMa czyli kpt. Sowa i przyjaciele

by

Fenomen FYMa [www.freeyourmind.salon24.pl/] internetowego badacza, regularnie publikującego nadzwyczaj interesujące artykuły skupiające uwagę setek stałych komentatorów – jest bezprecedensowy w swoim zasięgu, rozmiarze i materii na koniec. To dzięki temu blogerowi zostały ujawnione nieścisłości oficjalnej narracji, takie jak gumowa salonka, różnice w malowaniu tupolewów, czy fałszywki fotograficzne z rzekomego odlotu delegacji.

Dziennikarze z wypiekami na twarzy czytali FYMa, by potem zawsze bez podania źródła cytowaćfragmenty bloga w swoich artykułach. Przykładów na to są dziesiątki, jednak w tzw. głównym obiegu starannie omijano milczeniem nazwę FYM. Nawet, kiedy Antoni Macierewicz otwarcie zaatakował hipotezę maskirowki, czyli upiorną inscenizację wypadkową w Smoleńsku, posługiwał się terminami w rodzaju teorie spiskowe, anonimowi blogerzy, konfabulacje oraz ruscy agenci. Ani razu nie padła z jego ust nazwa firmowa FYM, nie pojawiła się też w gazetach, czy telewizji.

Dopiero, kiedy nastąpił spektakularny demontaż zjawiska przez jego całkowite ośmieszenie w dwu przełomowych artykułach na początku lata (w których autor FYM nazywa – całkowicie wbrew swemu zwyczajowi i wyważonej manierze – Macierewicza agentem GRU), przewodniczący Antoni określa wreszciez pełną satysfakcją anonimowych zwolenników teorii spiskowych wariatami oraz jakimiś free your mindami. To pierwszy raz, kiedy publicznie pan Macierewicz użył znienawidzonej nazwy Free your mind, na jego symbolicznym pogrzebie znacząca koincydencja, doprawdy.

Plan Pawła Przywary

Dzięki demontażowi dotychczasowego FYMa, po jego publicznym rozerwaniu na strzępy, zmieszaniu z błotem i odesłaniu do wariatów, dowiadujemy się, że za tym pseudonimem kryje się doktor filozofii, wykładowca teorii komunikacji na rzeszowskiej uczelni – Paweł Przywara. dząc po jego dotychczasowych publikacjach, jest to osoba w najwyższej mierze kompetentna w swej dziedzinie socjologii, komunikacji społecznej, internetu, manipulacji i wojny psychologicznej. Dowodzi tego choćby pracowicie złożona, w mozolnej współpracy z internautami jego książka Czerwona strona księżyca [http://www.4shared.com/get/air70MdC/czerwona_strona_ksiyca_-_free_.html], powstała w ciągu dwóch lat drobiazgowych poszukiwań na jego blogu.

Skąd tak spektakularne harakiri na koniec pracy, w której wszyscy uczestnicy czują się zaszczyceni udziałem w tym elitarnym przedsięwzięciu? Bo, że to środowisko elitarne, nie ulega wątpliwości. Nie ulega też wątpliwości, że do wmieszania się w te elity byli wyznaczeni profesjonaliści.

Czy dr Paweł Przywara myślał, że uczestnicy przedsięwzięcia, zdolni do odkrycia i mentalnego rozmontowania gigantycznej operacji dezinformacji, uwierząże ze środy na czwartek, po dwóch latach benedyktyńskiej pracy, autor z powodu upałów przeszedł na nową leksykę? I to taką, która ocieka zarzutami karalnymi z art.212 KK (pomówienie funkcjonariusza publicznego o zdradę stanu), a które będą się pojawiać w co drugim zdaniu, okraszone burackim chamstwem i kosmiczną hipotezą istnienia Polskiego Państwa Podziemnego? Wątpię, choć na pozór tak to właśnie wygląda.

Wybacz, jeśli to co przeczytasz za chwilę cię urazi, ale to zwykłe stwierdzenie faktu. Jeśli przez chwilę choć bez wątpienia uwierzyłeś w tę opisaną powyżej narrację, siedź cicho i czytaj. Znajdź kogoś mądrzejszego, komu możesz zaufać i staraj się pojąć, co się dzieje, a nie jest to radosna zabawa w Jak oni sikają na lodzie. Jesteś funkcjonalnym analfabetą i nic w tym złego, dopóki nie wydaje ci sięże pozjadałeś wszystkie rozumy, bo w telewizorze jakiś durniok ci wszystko wyjaśnił.

 FYM: nie jestem sam!

Paweł Przywara obrażony

Po opublikowaniu skandalicznych rewelacji o odkryciu Maciory szpiega GRU, blog FYM oczywiście zostaje zamknięty – wraz z cennymi komentarzami – jak deklaruje administrator, do wyjaśnienia. Co symptomatyczne, Przywara w żaden sposób nie domaga się usilnie przywrócenia bloga. Owszem, po kilku dniach ciszy zaczyna, jakby nigdy nic, bez dalszych wyjaśnień, snuć swoje opowieści na zapasowych serwerach, aby w końcu dogadać się z wieloletnim znajomym, redaktorem Nowego Ekranu, Tomaszem Parolem, który udostępnia mu swoje łamy.

Obrażony na Salon24, po skandalicznym rzekomo potraktowaniu przez Igora Janke, nie zamierza tam już wracać. Co jeszcze zabawniejsze, do przywrócenia bloga FYM na S24 zmuszają Przywarę internauci, a konkretnie intheclouds [http://fymreport.polis2008.pl/?p=7690#comments]. Pozornie wygląda na to, że Janke zablokował Przywarę i ten obrażony przeniósł się gdzie indziej. Faktycznie Janke musiał jako wydawca zablokować treści karalne w oczywisty sposób, co najmniej do czasu wyjaśnienia tożsamości ich autora.

Jak tylko szanowny autor potwierdził, że istotnie nazywa się Przywara i jest w pełni władz umysłowych, Janke z ulgą odblokował całość, oczywiście bez ostatnich rewelacji o Maciorze z GRU, jednak dopiero po przewaleniu się całej kampanii nienawiści i w wyniku nacisku na zainteresowanego, bez tego nacisku blog byłby nadal zamknięty. Właścicielem i dysponentem treści jest bowiem autor i to jego działanie (albo brak) odnosi skutki. Tak to już jest, tak mówi Prawo prasowe i UoŚUDE. Efekt końcowy: zamknięcie etapu Czerwonej Strony Księżyca, przeprowadzka na Nowy Ekran, po wielkim zamieszaniu i teatralnej, z podręcznika propagandy wyjętej dyskredytacji autora.

FYM od teraz z plakietką patentowanego wariata na plecach pana dr Przywary może objawiać swoje rewelacje na wszystkich konferencjach świata. W krytycznym momencie szczujny funkcjonariusz frontu ideologicznego zawsze może zadać rozstrzygające pytanie: A Maciora to jest w GRU, czy nie? Causa Finita.

Oaza wolności słowa

Czy pamiętają państwo kilka minut sławy Igora Janke, ściskającego prawicę prezydenta Ameryki? Padły wówczas frazy o ochronie oazy wolności słowa. Spotkanie z szefem niszowego portalu, którego najpopularniejszym autorem był wówczas FYM, odbyło się niejako wbrew protokołowi, bo z lotniska prezydent udał się na spotkanie z Jankem, zanim spotkał się z B. Komorowskim. W języku dyplomacji oznacza to czytelne odwrócenie hierarchii i rang. Czy Janke jest już w lidze prezydentów? W oczywisty sposób nie, ale najpewniej coś, co prowadzi, już jest.

Paweł Przywara w ostatnich olśnieniach wspomina coś o parasolu ochronnym. O ile trudno sobie wyobrazić, aby przy każdym smoleńskim paranoiku z laptopem stał amerykański anioł stróż, to już całkiem realna wydaje się bierna amerykańska ochrona kontrwywiadowcza jednego z najbardziej interesujących miejsc spotkań paranoików, celem ich identyfikacji. Jak to się dziś robi, nie jest tajemnicą poprzez komputery. Otóż na serwerze salon24.pl jest założona dość egzotyczna konstrukcja statystyk. Każdy serwis prowadzi statystyki odwiedzin i aktywności w różnych celach, najczęściej dla reklamodawców, ale nie tylko, na co wskazują wywołania serwerów śledzących ruch.

inetnum: 217.96.43.0 – 217.96.43.255

netname: TPSA-CENTRUM-BADAWCZO-ROZWOJOWE

descr: ul. Obrzezna 7

descr: 02-691 Warszawa

country: PL

person: Administrative Contact

address: Google Inc.

address: Amphitheatre Parkway 1600

address: 94-043 Mountain View

address: USA

phone: +01 650 2531500

NetRange: 209.85.128.0 – 209.85.255.255

CIDR: 209.85.128.0/17

OriginAS:

NetName: GOOGLE

NetHandle: NET-209-85-128-0-1

Parent: NET-209-0-0-0-0

NetType: Direct Allocation

Drugi z adresów należy do typowej obsługi Google analytics, wyniki pracy której ukazują się na stronie wyszukiwarki google w postaci rankingu ważności poszczególnych haseł. Pierwszy z nich już typowy nie jest, bowiem wskazuje nie tylko serwery operatora polskiego operatora infrastruktury (CBR TPSA), mieszczące się w Polsce, ale pod zarządem firmy Google, z czego można wnioskować, że TPSA oddała do dyspozycji fragment swojej infrastruktury. Pytanie po co, skoro firma Google ma własne serwery do analizy ruchu, zresztą nie tylko w Kalifornii, ale dosłownie na całym świecie i pracują pod szyldem Google. Tu pracują pod nadzorem Google, ale wewnątrz TPSA, zatem pytanie jest bardzo dobre!

Adresy IP oraz sieciowe query whois, traceroute i podobne za chwilę okażą się przydatne, więc proszę nie krzywić nosa, że znowu jakieś komputerowe brednie.

Siatka kapitana Sowy

Skoro mamy taki piękny przykład operacji dezinformacji smoleńskiej, w której nie wiadomo co jest prawdą, a co jest fałszem, przy użyciu logiki, na drodze żmudnej eliminacji rzeczy niemożliwych, można dojść do jako tako spójnych wniosków.Podobnie należy postąpić w przypadku operacji Palenia Pawła Przywary.

Jest to albo element osłony dezinformacyjnej operacji smoleńskiej, albo fragment jej wywiadu, a najpewniej jedno i drugie spięte razem w śmiertelnej chwilami walce, jak wskazują przykłady Wróbla, Szpinety i Petelickiego – wszystko zależy od funkcji i roli, którą się w niej odgrywa. Absolutnym błędem jest podążanie za jarmarcznymi wrzaskami i podniecanie się odkryciami w rodzaju: FYM jest wariat, od dwóch lat wam to mówię.

Jeśli dwa lata pracy setek ludzi można przekreślić jednym szmatławym artykulikiem podejrzanej treści i wyjaśnieniem, że to musi być wariat i koniec tematu, nie czytaj dalej, żyjemy w innych wymiarach. To oczywiste, że kombinacja – zarówno aktywna, jak i pasywna w tej rozgrywce jest wielopiętrowa i wielowymiarowa. Chodzi wszak o największą zbrodnię w naszej powojennej historii. Czego się innego spodziewasz, jak nie stada kutych na cztery łapy, superprzebiegłych sukinsynów, zdolnych w ostateczności do wszystkiego, wokół tej sprawy?

To jasne, że łebscy goście pokroju Pawła Przywary, zabierając się do tematu Smoleńska, nie publikują w internecie swojego profilu na fejzbuku, z numerem telefonu i zdjęciami dzieci. Niemniej, jak tylko zabiorą się na poważnie do tematu, już w tajemny sposób otoczeni są gronem przyjaciół, znajomych. Część z nich w oczywisty sposób jest swoja, część wroga. Dobra ochrona, podobnie jak dobry wywiad nie ma napisane na czole pracodawcy i wtapia się w otoczenie. Dopiero po ich działaniach można rozpoznać kto jest kim, jaką pełni rolę. Podobnie z działaniami Przywary. Aby je zinterpretować, trzeba wiedzieć, co robi jego otoczenie. Co prawda nie wiemy wielu rzeczy, ale już dostatecznie wiele, aby rozpoznać zarysy pewnej siatki.

Telefonował jakiś Leszek, czyli gdzie jest pilot

Na krótko przed transformacją Paweł Przywara pisze w komentarzu na swoim blogu, że będzie trzęsienie ziemi, że odkrywa monstrualną konspirację, a krótko potem, że dzwonił jakiś Leszek oraz dziękuje „panom”, którzy zainteresowali się moim komputerem. Te dwie frazy doprowadziły do potwierdzenia z kilku źródeł tożsamości pilota, które możesz wykonać także na własną rękę, bo są w internecie, ale poczekaj cierpliwie jeszcze chwilę. Zauważ, że ważny jest szerszy plan działań, a wszystkie istnieją w interakcji. Zauważ także konieczną chronologię zdarzeń i charakterystyczne punkty zwrotne w akcji. Jakie znaczenie ma Leszek i panowie, którzy interesują się komputerem? Zasadnicze, bo po tym enigmatycznym opisie zachowanie FYMa zmienia się nie do poznania. Istotnej treści rozmowy nie poznamy, ale musiała być druzgocąca, skoro Paweł Przywara zmienia front o 180 stopni. Hipotetyczna treść rozmowy mogła być następująca:

Cześć, tu Leszek. Dzwonił do mnie kolega, poprosił mnie, żebym ci przekazał, że mają wszystkie informacje z twojego komputera, wykasowane zdjęcia twojej przyjaciółki z Karpacza i inne takie tam… Wiesz, oni nie są całkiem źli, ale sprawy poszły za daleko i podjęli decyzję, że schodzisz z linii strzału Macierewicza, musisz się usunąć. Napiszesz dwa teksty, wiesz takie trochę kompromitujące, że Maciora jest ruski agent i zablokują ci konto w S24. Możesz się nie zgodzić, ale oni mają wszystko… i to wykorzystają. Boję się o ciebie. Mam przekazać odpowiedź jutro rano, do dziewiątej. Przemyśl na spokojnie, nie będę naciskał, zadzwonię jutro przed dziewiątą.

Jak wiemy z kilku źródeł, Przywara telefonu od Leszka nie chciał odebrać

Autorytet zapasowy, czyli hochsztaplera patriotyczna

Z grona wyznawców FYMa wyróżnia się osoba publi-cysty Joanny Mieszko-Wiórkiewicz, której dorobek literacki jest znikomy, ale za to dorobek plotkarski nie do przecenienia. Rzekoma dziennikarka nie waha się wielokrotnie i bezczelnie plagiatować cudzej pracy [http://zezorro.blogspot.com/2012/06/darmo-bzdurkiewicz-czyli-hochsztaplerka.html] , ale nie to jest naprawdę irytujące w jej działaniu. Uderza dysonans pomiędzy deklarowanym na pokaz zadęciem patriotycznym, a zakulisowymi intrygami, polegającymi na starannym opluskwianiu, rzucaniu obelg, insynuacji i w końcu bezczelnych kłamstw. Intrygi nie służą bynajmniej jakimś ambicjom osobistym (to może na marginesie), ale realizacji pewnego planu. Typowym zagraniem tej pani publi-cysty, wiernej opiekunki bloga FYMa (proszę sprawdzić ile tysięcy komentarzy tam umieściła) jest pomawianie jej chwilowego celu napaści w następujący, przykładowy sposób:

Wiem, rozumiem cię, ale musisz na niego uważać. To typowy psychopata. Znam się na tym, studiowałam temat, nawet miałam kończyć drugi fakultet z psychologii klinicznej, pracowałam trzy miesiące z pacjentami. A z nim rozmawiałam setki razy. Znam go. Borderline personality to się nazywa. Psychopata. Zdolny do wszystkiego. Nic nie zauważysz, bo oni są zimni w środku, jak gady. Nie mają uczuć, tylko manipulują innymi.

Czy ktokolwiek z państwa zauważył aktywność Bzdurkiewicz tej wiosny, w okresie kwiecień-maj, ten zupełnie nie przystający do realiów pogodowych nieustanny dyżur na blogu FYMa, okraszony strzelistymi połajankami w rodzaju jak pani śmie wyrażać się w podobny sposób o tej wspaniałej postaci, trafia pani na czołowe miejsce mojej prywatnej listy hańby, adieu. Uważny czytelnik i medioznawca (np. Przywara) odkryje z łatwością sztuczność tej pozy, któż poza nim? Okazuje się, że sporo FYMowców, bo to cwane gapy są mościdziejko hochsztaplerko. Setki, tysiące godzin nocnego stróżowania diabli wzięli, bo z autorytetowania po odejściu FYMa do krainy wariatów nici.

Bezsensowne z pozoru wiosenne dyżury nocne u FYMa nie wynikały wcale z kłopotów hormonalnych, ale z planowego przygotowania (podgotovka) do przejęcia roli rzecznika po jego zniknięciu. Wszędzie o FYMie była wówczas pani Bzdurkiewicz: tu i tam i tam i jeszcze tam. Nie zaglądałem pod łóżko, ale w nocy lękliwy jestem. Żeby zamknąć klamrę i dobić gwoździem wieko trumny, pani publi-cysta skopiowała ostatnie kosmiczne rewelacje odnowionego w duchu telefonicznym FYMa na swoim blogu, chyba na wypadek, gdyby miał się rozmyślić, a zapewne dla potrzeby podkreślenia roli w śledztwie pt. Co się stało z biednym FYMciem, kto nas teraz poprowadzi (no kto czerwony kapturku)?

Proszę przekazać, że wszystko w porządku

Do gustownej trumienki z FYMciem wbito starannie jeszcze jeden gwóźdź, a mianowicie niejako testament zza grobu. Proszę przekazać, że u mnie wszystko w porządku. Tak ja to ja Paweł Przywara. Nikt inny nie dostąpił tego zaszczytu, choć wielu przecież pisało i telefonowało. Ba wystarczyło wywalić na stronie wielkie oświadczenie: TAK! Ja to ja, jeśli kto ma wątpliwości może zadzwonić (znajomi znają numer). A jednak oświadczenie się nie pojawiło, tylko zamiast niego jakieś koszmarne dochodzenie przez kilka dni milczenia, w trakcie których dzikie hordy wyprawiały tańce na grobie wariata FYMa, a patriotycznie wzdęta Bzdurkiewicz prowadziła swoje „dochodzenie” tożsamości FYMcia, udzielając połajanek wszystkim mniej wzdętym oraz sceptykom. No i proszę bardzo: ona jedyna dostąpiła zaszczytu przekazania wieści FYMa życia po życiu, tylko ona otrzymała takiego maila, widać zasłużyła.

Planowa kampania deFYMizacji

Zaraz po publikacji artykułów z Maciorą z GRU blog FYMa, zgodnie z oczekiwaniem zamknięto, a w internecie oraz w mediach elektronicznych, w tym telewizorni rozległ się ogłuszający jazgot mieszający z błotem paranoików smoleńskich, anonimowych wariatów i zwolenników teorii spiskowych. Co ciekawe, obok typowych, znanych kundli i hien w nagonce wystąpiły pewne znaczące postaci, w tej kolejności: A-tem, Toyah i Coryllus. Okazuje się, że po telefonie Leszka A-tem próbował się do Przywary dodzwonić i sprawdzić, czy wszystko w porządku. Proszę odszukać i przestudiować wypowiedzi A-tema, wprost z podręcznika agitatora.

Z kilku źródeł mamy informację, że A-tem to naprawdę A-tem, specjalista od sieci telefonicznych, pracujący w Polsce i Niemczech. Tak się składa, że Polacy są znani z prac instalacyjnych i serwisowych w sieciach telekomunikacyjnych hubu frankfurckiego. A-tem zna się na tych telefonach i ma na imię Leszek, a na dodatek zna Pawła Przywarę i zyskał takie zaufanie, że odwiedzał go w Rzeszowie, a nawet pomagał przy instalacji komputera. Dzwonił też do niego, ale co w tym dziwnego, przyjaciele przecież tak robią. No to dlaczego przyjaciel rozpętuje prawdziwą kampanię nienawiści w internecie po tym telefonie? Czy to normalne zachowanie jest? Wśród panów Leszków, którzy dzwonili oraz zainteresowali się komputerem najwyraźniej tak, bo oni naprawdę znają się na telefonach i komputerach.

Panie Leszku, co to za telefon?

Wracamy teraz na poletko pana Leszka, czyli sieci telekomunikacyjne. Oto co mówi o panu Leszku whois oraz traceroute:

WHOIS [http://whois.gwebtools.com/a-tem.com ]

A-tem.com – DNS Records

Type Name IP Address Reverse

MX 20 mxs2.domainrecover.com. 64.20.45.186 mxs2.fides.com

MX 10 mxs1.domainrecover.com. 66.45.246.210 mxs1.fides.com

ns1.domainrecover.com. ns1.domainrecover.com.

dnsmaster.domainrecover.com. dnsmaster.domainrecover.com.

SOA 2011111400 28800 7200 2011111400 28800 7200

604800 86400 604800 86400

A 209.50.243.20 209.50.243.20 mauri.spb.ru

NS ns2.domainrecover.com 65.23.159.179 rm-002-06.datarealm.com

NS ns1.domainrecover.com 66.45.232.66 66.45.232.66

Whois Query Result (Whois a-tem.com)

[Querying whois.tmagnic.net]

[whois.tmagnic.net]

Whois Server Version 2.1 at whois.tmagnic.net

Database contains ONLY .COM, .NET, .TV, .CC domains.

Owner Contact:

12.07.2012 11:11

www.A-tem.com

4z6

http://whois.gwebtools.com/a-tem.com

Leszek Kensbok

Im Leimen 63

Mainz, D-55130, DE

Punycode Name: a-tem.com

Unicode Name: a-tem.com

Admin Contact

Leszek Kensbok

leszek.kensbok@arcor.de

Im Leimen 63

Mainz, D-55130, DE

phone: +49 1791210781

Technical Contact

Hostmaster Strato Rechenzentrum

Cronon AG Professional IT-Services

hostmaster@cronon-isp.net

Emmy-Noether-Str. 10

Karlsruhe, D-76131, DE

phone: +49 72166320305

No to rzeczywiście mocny ten whois jest panie Leszku i telefon też musiał być mocny, od takiego specjalisty telefonicznego, bo w sieci napisano, że ten pański komputer firmowy panie Leszku, ten A-tem.com, to ona naprawdę obsługuje firemkę telekomunikacyjną Atem-Mauri. Poprawnie się nazywa, bo napisano w sieci, że ten mauri, to nie byle kto jest, i co prawda serwery są w Stanach, ale adres a-tem.com należy do komputerów clustra mauri.ru, czołówki rosyjskiej. No to może wyjaśnimy, jak już się tak międzynarodowo i przyjaźnie porobiło, co robi amerykański komputer w niemiecko-rosyjskiej spółce z panem Leszkiem na czele.

WHOIS [http://whois.gwebtools.com/spb.ru ]

spb.ru – Websites running on the same server

Domain Creation Date Expiration Date PR Alexa Rank

referat.ru Wednesday, December 31, 1969 21:00:00 – 7 62152

online.ru

aport.ru

stars.ru

omen.ru

rol.ru

spb.ru

rol.uz

ag.ru

Wygląda na to, że komputer jest w clustrze należącym do rosyjskiego NASKu (referat.ru i podobne, założone na samym początku internetu w 1969 roku). Znaczy się porządna rosyjska (przepraszam radziecka) firma, z tradycjami. A co w niej robi pan Leszek? Jak to co, telefonuje. Przecież to normalne między Niemcami, Polską i Rosją. Wszystko się zgadza. Człowiek z Rzeszowa interesuje się lotem radzieckiego odrzutowca z Polski do Rosji, z polskim prezydentem. No to kontaktuje się z nim życzliwy kolega z Niemiec, który ma dobry niemiecki telefon na amerykańskim komputerze, ale zarejestrowany w Rosji, przepraszam Związku Radzieckim jeszcze firma z tradycjami. A rozmawiać będziemy po polsku. Wszystko się zgadza.

Gdzie jest kpt. Sowa?

A gdzie jest ten kapitan Sowa? Na tropie jest, jak zwykle. Popytać bliżej trzeba Bzdurkiewicz i Leszka telefonisty, bo po pierwsze, wymieniają się informacjami, które w inny sposób nie mogłyby dotrzeć, – po drugie, bo koordynują swoje działania, mieszkają w tym samym kraju (Niemcy) oraz po trzecie, najwyraźniej nakręca ich ta sama rączka. Nie ulegaj pochopnemu złudzeniu, że już wiesz wszystko, bowiem tego rodzaju kombinacje zazwyczaj mają kilka pięter, więc nie dawaj się wkręcić w wykonywanie cudzego planu, a zwłaszcza planu Sowy. Tęświnię trzeba odnaleźć i napraskać po ryju, w najlepszym przypadku.

Dla złagodzenia nastroju coś po niemiecku. To jest dopiero perełka według niektórych agentka amerykańska, śpiewająca perfekt po angielsku, niemiecku, francusku i hebrajsku. Nie zniechęcaj się. Barany zawsze będą pędzone w wybranym kierunku. A ty nie daj się zbyt łatwo pędzić, bo po redyku, na jesieni jest rzeźnia.

A ode mnie dla telefonistów i panów od komputerów osobiste i serdeczne: goń się lamerze! Wiesz co to znaczy złamasie.

Reklamy

Tagi: ,

Komentarzy 31 to “DEMONTAŻ FYMa czyli kpt. Sowa i przyjaciele”

  1. wychodźca Says:

    Reblogged this on Treść Ukryta and commented:
    Z grona wyznawców FYMa wyróżnia się osoba publi-cysty Joanny Mieszko-Wiórkiewicz, której dorobek literacki jest znikomy, ale za to dorobek plotkarski nie do przecenienia. Rzekoma dziennikarka nie waha się wielokrotnie i bezczelnie plagiatować cudzej pracy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: