Darmo-bzdurkiewicz czyli hochsztaplerka w sosie patriotycznym

by

Wezwanie do zapłaty do publicystki Joanny Mieszko-Wiórkiewicz za wykonane, opublikowane przez nią prace, objęte prawem autorskim:

– ekspertyza nt. tzw. „badań skrzynek NTSB”
– ekspertyza nt. pokrzywdzonych kpk
– seria audycji nt. Smoleńska Mielenie zezorrem
– inne wymienione w wezwaniu

Poniżej można odczytać tekst wezwania do zapłaty do pani redaktor Joanny Mieszko-Wiórkiewicz. Nie dostąpiłem zaszczytu odpowiedzi, jakiejkolwiek, nie żebym się niepokoił, ale nawykłem żądać odpowiedzi, która mi się należy – i to zdecydowanie. Jakkolwiek szczytne by nie były cele, co za dużo, to zawszeć niezdrowo. Po wykonaniu znacznej liczby prac dla szanownej literatki zacząłem nalegać na bliższe sformułowanie mglistych planów dalszej współpracy, bowiem – ze względu na jej fachowy, a ponadto bardzo czasochłonny wymiar – wypadałoby w końcu jakiś ramowy plan przedsięwzięcia stworzyć. Pani redaktor jak długo się dało zwlekała, udając że cały czas przygotowuje „koncepcję”, a w końcu – że nie rozumie o co chodzi, a na dodatek że przecież to naturalne, iż ludzie na gwizdek czekają w kolejce, aby ją obsłużyć, a nawet parokrotnie w ciągu dnia wysyłając ponaglenia, że „jeśli w ciągu 24 godzin nie potwierdzę terminu nagrania, to nasz projekt ulegnie zawieszeniu”.

Być może nawet wszystko rozeszłoby się bez większej burzy, gdyby nie nieznośna maniera „jaśniepani dziedziczki”, która poszturchuje parobka do żwawszej roboty. Na nieszczęście to parobek wykonywał całą pracę twórczą, a jaśniepani była od pouczeń moralnych. Do tego drugie nieszczęście – parobas trafił się okrutnie złośliwy, zupełnie na pohukiwania nieczuły, a jakby nawet się na nie naprawdę rozeźlił…

Owóż prawdziwe kłopoty zaczęły się wówczas, gdy odmówiłem przeniesienia naszej znajomości na płaszczyznę towarzyską, na czym najwyraźniej pani redaktor bardzo zależało. Jednakowoż ja nie widzę przymusu spotkań ze współpracownikami, zanim nie pojawi się jasny program rozmów, taki zwyczaj. Obecnie pani redaktor na przykład roznosi wśród znajomych swoje domorosłe diagnozy psychologiczne, w których opisuje mnie jako „typowego psychopatę”. Dość niefortunna przypadłość, jak dla dziennikarza, prawda? O ile trudno nazwać to pochlebnym, wiele to mówi o działalności zawodowej pani redaktor, która była łaskawa opublikować pod swoim nazwiskiem prace, dostarczone jej przeze mnie. Nie były to bździny gaździny spod Poronina, ale eksperckie opracowania na tematy, mówiąc oględnie, dość skomplikowane technicznie, prawnie i politycznie w końcu. Nie były to ploteczki w wolnych chwilach, ale prace wymagające literalnie setek godzin studiów i zasięgania wiedzy eksperckiej u źródła. U zawodowców dobrze opłacanych, a nie ciotek z kółka różańcowego. Cóż z tym robi zawodowa dziennikarka?

Zawodowa dziennikarka publikuje prace psychopatów (za friko, a jakże), a następnie dyskredytuje ich wokoło. Pyszna rekomendacja zawodowa! Już widzę kolejki informatorów i ochotników napalonych na zaszczytny tytuł psychopaty za wykonane prace. Paluszki lizać!

Mamy zatem domowego psychologa, plotkarę i darmowego defamatora w komplecie z plagiacistką. Zaiste piękny to komplet, oryginalny. Jak bilet do Rygi w sztormową noc. Plotkara plagiaciara tupeciara. Nie za dużo tego jak na raz? Okazuje się, że nie. Posolono, popieprzono, a tu jeszcze coś w brei pływa. Co to za swąd? Wszystko podlane sosem patriotycznym. Wzdęcia, zadęcia, uniesienia, podniesienia i ochwacenia. Szał sezonu w Bździnie Dolnej, w kole gaździn z Pierdziszewka. Jak godzi się w ogóle myśleć, aby zarobić parę groszy za fachową robotę, przecież my tu ojczyznę ratujemy!

Czym zatem zajmuje się naprawdę pani plagiacistka? Analizami portretów psychologicznych blogerów, interesujących się Smoleńskiem i – jak widać po ostatnich wydarzeniach – aktywnym i wszechstronnym ich oplotkowywaniu. Nie zamierzam schodzić na ten poziom, zaznaczam tylko jego udokumentowane i bezsporne istnienie. O ile w tym świetle sama diagnoza jako psychopaty, nie jest dla mnie w najmniejszym stopniu negatywna, bowiem występuję w zaszczytnym towarzystwie Antoniego Macierewicza, który tego tytułu dostąpił był przede mną {mamy szamana wariata?}, samo zajmowanie się zdrowiem innych osób na odległość już jest. Nie widziałem nigdy na oczy pani Wiórkiewicz, a jednak dostałem od niej diagnozę, iżbym chorował na trzustkę. Serio, przez internet dostałem. Innowacyjna gospodarka to się nazywa. Co na to Komisja Etyki Lekarskiej oraz Główny Inspektor Ochrony Danych Osobowych, lepiej nie pytać, bo otwierają się prawdziwe odmęty paranoi. Niestety nie są to moje urojenia, bo wszystko to stoi na piśmie, soczystym polskim językiem, polską czcionką, z właściwą interpunkcją. CTKJ w końcu?

Ano właśnie. Zaprawdę ciekawa jest prawdziwa rola pani redaktor z patriotycznym zadęciem badającej na odległość psychologicznie blogosferę, ale to temat na odrębną rozprawę, a może i doktorat. Tymczasem proszę zapłacić za wykonaną robotę. Trochę tego było proszę jaśniepani psycholog. Darmo Bzdurkiewicz? Bynajmniej. Nie ma darmowych obiadów. Dlatego do czasu uregulowania, bądź zbycia należności tytuł i zawartość niniejszego pozostaną na swoim miejscu. To nie jest akcja, ani nawet reakcja, to jest relacja faktów, drogi Watsonie, a za darmo w istocie na tym świecie nie ma nic i czas wyciągnąć z tego wnioski. Taki świat po prostu, nic osobistego w tym nie ma. Ojczyznę ratować oczywiście trzeba, tyle że – po pierwsze – pytanie z kim, oraz – po drugie – trzeba jednocześnie nie zdechnąć z głodu oraz rozpaczy z powodu chorej trzustki.

Informuję niniejszym, że do chwili uregulowania wynagrodzenia za wykonane prace, ich publikacja w toku czynności zawodowych (ten przypadek) wypełnia wszystkie kwalifikowane cechy plagiatu. Nie po to jest światło, by pod korcem stało, to jasne, ale oliwa mościdziejko drożeje, a już na pewno nie rozdają darmo.

View this document on Scribd

Na wyrównanie nastroju Küße süßer als Wein…
Bier, Bratwurst, Prost! Na pohybel Schweinom koziołku matołku, sturba wasza sza¢ zaprzała.

 

Advertisements

Tagi:

komentarzy 5 to “Darmo-bzdurkiewicz czyli hochsztaplerka w sosie patriotycznym”

  1. DEMONTAŻ FYMa czyli kpt. Sowa i przyjaciele « zezowaty Zorro Says:

    […] Zorro czyli ratowanie forsy: kryzys finanse i złoto « Darmo-bzdurkiewicz czyli hochsztaplerka w sosie patriotycznym Darmo Bzdurkiewicz się pieni w ogórkach odc.1 […]

  2. Lesio robi w gacie w ogórkach odc.3 « zezowaty Zorro Says:

    […] https://zezorro.wordpress.com/2012/07/02/darmo-bzdurkiewicz-czyli-hochsztaplerka-w-sosie-patriotyczny… […]

  3. Telefonista.ru się pieni w ogórkach odc.2 « zezowaty Zorro Says:

    […] https://zezorro.wordpress.com/2012/07/02/darmo-bzdurkiewicz-czyli-hochsztaplerka-w-sosie-patriotyczny… […]

  4. WHOIS Lesio atemcom w ogórkach odc.4 « zezowaty Zorro Says:

    […] https://zezorro.wordpress.com/2012/07/02/darmo-bzdurkiewicz-czyli-hochsztaplerka-w-sosie-patriotyczny… […]

  5. Lesio otwiera PPP, czyli podziemne ogórki odc.5 « zezowaty Zorro Says:

    […] https://zezorro.wordpress.com/2012/07/02/darmo-bzdurkiewicz-czyli-hochsztaplerka-w-sosie-patriotyczny… […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: